Piątek 10 czerwca był przez nas bardzo wyczekiwanym dniem –  to data, którą w JCommerce zapamiętamy na długo, i która przyniosła nam wiele miłych i zabawnych wspomnień. Ale od początku… Najpierw były tygodnie żmudnych przygotowań: niekończące się burze mózgów z pytaniami: co, gdzie i jak, kompromis, ustalenie technicznych i organizacyjnych detali, optymalizacja na etapie wdrożenia i w końcu nastał TEN PIĄTEK!

O godzinie 12:00 pracownicy JCommerce z całej Polski spotkali się w zawierciańskiej Villi Verde i rozpoczęła się oficjalna INTEGRACJA! W końcu mieliśmy okazję stanąć twarzą w twarz z tymi, z którymi dotąd wymienialiśmy się tylko mailami, czy rozmawialiśmy przez telefon.

Atmosfera piątku, świeże powietrze, piękna pogoda i lokalny złocisty trunek wyostrzyły nam apetyt, więc z radością przyjęliśmy wiadomość, że odpalono grilla i czas na piknik. Posileni, rozluźnieni i w znakomitych nastrojach byliśmy gotowi na dalszą część atrakcji. Ale tego co się miało za chwilę wydarzyć, naprawdę się nie spodziewaliśmy. Zostaliśmy podzieleni na 3 grupy, z których każda miała przed sobą do wykonania 3 te same zadania.

Mówi Wam coś „Harlem Shake”? Jeśli nie – polecam sprawdzić w Google! A teraz spróbujcie wyobrazić sobie „Harlem Shake” w wykonaniu pracowników JCommerce. Manager sprzedaży, programista .NET, Prezes, specjalista HR, przebrani za królową Anglii, prezydenta USA, Spidermana, strażaka, czy zakonnicę. To był przełomowy moment, integracja w dosłownym tego słowa znaczeniu. Oczywiście występy każdej z 3 ekip zostały uwiecznione na video, ale zgodnie z ustaloną na wyjeździe zasadą, że co się stanie w Zawierciu, tam też zostaje, video będzie naszą słodką tajemnicą. Na osłodę dwa kadry z jednego z filmów:

 

Potem nic już nie było jak dawniej…. tylko lepiej i śmieszniej.
Kolejne zadanie także było taneczne – tym razem każda z grup musiała nauczyć się kroków do słynnego kawałka „Thriller” Michaela Jacksona. No cóż… tańczyć każdy może, trochę lepiej lub… trochę zabawniej, ale tu wcale nie o kroki chodziło. Ani o muzykę czy rytm. Sprawdziliśmy się jako znawcy metodyki „agile” na parkiecie, a nasz wyuczony układ zaprezentowaliśmy podczas wieczornej imprezy na sali bankietowej. Oczywiście odpowiednio późną porą.

Ostatnie wyzwanie polegało na zrobieniu zdjęć zgodnie ze wskazówkami, które dostaliśmy od animatorów. I tu objawiła się nasza kreatywność, odwaga, poświęcenie (np. zanurzenie w sadzawce z telefonem w kieszeni) i wiele innych cech charakteru, których na co dzień w biurze nie mamy okazji zaprezentować.

W końcu nastała przerwa. Czas relaksu i przygotowań do wieczornej, bardziej oficjalnej i jeszcze bardziej roztańczonej części wyjazdu. Niektórzy z nas wykorzystali te kilka godzin na drzemkę, odpoczynek w saunie, czy na basenie. Inni wyszli na dach. Dosłownie. Ku naszej uciesze część pokoi miała balkony wychodzące na dach, na którym zorganizowano nieoficjalne „before party”.
O 19:00 zwarci i gotowi do dalszej zabawy, stawiliśmy się w sali bankietowej, gdzie podano nam uroczystą kolację, a Prezes wyskoczył (dosłownie!) zza sceny i zaczął biegać między stolikami, wydając z siebie oszałamiające odgłosy niczym gwiazda rocka lub Steve Ballmer z Microsoft. Swój show zakończył gromki okrzykiem „I love this compamany! JCommerce!”, za co otrzymał od nas owacje na stojąco. Po tym nieco zaskakującym wstępie nastąpiła krótka część oficjalna, prezentująca to, co zmieniło się w ciągu ostatnich miesięcy oraz jakie zmiany przed nami. Nagrodzeni zostali także pracownicy, którzy z firmą związani są najdłużej.

Mimo dnia pełnego wrażeń, wieczór dopiero się dla nas zaczynał. Parkiet zapełnił się w mgnieniu oka i nie opustoszał aż do 4 nad ranem.

Jak podsumować te 22 godziny? Było niesamowicie i prawdziwie. Wykorzystaliśmy ten czas na świetną wspólną zabawę i poznanie siebie nawzajem – ludzi, których dotąd mijało się w kuchni lub na korytarzu, wymieniając tylko zdawkowe „cześć”, albo z którymi rozmawiało się tylko za pośrednictwem maili i telefonów.
Kiedy w poniedziałek ponownie spotkaliśmy się w pracy efekty imprezy były widoczne jak na dłoni – rozluźnienie, szerokie uśmiechy i mnóstwo wspomnień przy porannej kawie. A zatem mission accomplished!

Dodaj komentarz