Osoby, które pracują w JCommerce mają wspaniałe pasje! Wśród nas są tacy, którzy szczególnie lubią podróżować. Jakie kierunki na wakacje wybierają JPeople? Na pewno nie można powiedzieć, że są to typowe miejsca, do których udają się zwykli śmiertelnicy. Ola, która na co dzień pracuje jako Senior Business Inteligence Specialist, co roku przemierza setki tysięcy kilometrów! Wszystko po to, aby znaleźć się w miejscu często uznawanym za niedostępne dla turystów. Ola przełamuje jednak ten sposób myślenia, o czym przekonacie się w dalszej części tekstu!

Zapraszam na cykl podróżniczy, w którym Ola będzie opowiadała o najdalszych zakątkach świata, które udało jej się odwiedzić.

 

Ola w Nepalu

Nepal, królestwo w Azji Południowej; kraj znajdujący się w samym środku Himalajów i raj dla miłośników gór. Zobaczenie, a nawet zdobycie Mount Everestu, najwyższego szczytu na Ziemi jest spełnieniem marzeń każdego, kto chodzi po górach. Taka wyprawa nie zawsze kończy się wejściem na szczyt ze względu na jej wysokie koszty organizacji. Jednak wisienką na torcie jest sama możliwość podziwiania ośmiotysięcznika z boku.

IMGP3503 (Kopiowanie) (Kopiowanie) (Kopiowanie) (Kopiowanie)

Ryzykowny lot

Ekipa Oli rozpoczynała swoją przygodę z Nepalem w miejscowości Lukla, do której można było dostać się tylko malutkim samolotem. Lotnisko w tym regionie położone jest w samym sercu gór i nie bez powodu uznawane jest za jedno z najniebezpieczniejszych portów na świecie. W Lukli pas startowy jest niesamowicie krótki, ma tylko 527 metrów długości – to praktycznie 6 razy mniej niż ma droga startowa na Lotnisku Chopina w Warszawie. W dodatku musi być nachylony pod odpowiednim kątem, aby lądujące maszyny nie rozbiły się o skały znajdujące się po drugiej stronie. Brzmi ryzykownie? – Pierwszy raz leciałam taką małą awionetką i było to trochę niekomfortowe uczucie. Fajne jednak było to, że siedziało się blisko pilota i można było poklepać go po ramieniu. Nie było tam tak naprawdę żadnych procedur bezpieczeństwa – śmieje się Ola. Czasami zdarza się tak, że samoloty w tym regionie nie lądują nawet przez kilka dni – kiedy warunki atmosferyczne są niesprzyjające, wszystkie loty są zazwyczaj odwoływane. W końcu nikt nie chce mieć bliskiego spotkania ze skałami!

 

 

IMGP3800 (Kopiowanie) (Kopiowanie) (Kopiowanie)

Przygotowani na wszystko

Podczas trzytygodniowej podróży celem Oli był przede wszystkim trekking na wysokościach powyżej 5 tysięcy metrów. Jaki jest przepis na tak długi wyjazd w góry? Ograniczenie niezbędnego ekwipunku do minimum. Ciepłe ubrania, dobre buty, śpiwór puchowy i czołówka są must have dla każdego, kto decyduje się na poważny trekking. – Trzeba zwrócić uwagę na to, że każdy kilogram, który ze sobą weźmiemy trzeba nieść na własnych plecach – mówi Ola. Przy takich wyprawach nie zawsze jest także przestrzeń na improwizację, dlatego zazwyczaj ekipa Oli ma ramowy plan, mapę, a nawet gpsa. Trzeba mniej więcej wiedzieć jakie są opcje awaryjne, gdzie można zawrócić albo jak skrócić trasę. Nie warto także oszczędzać na ubezpieczeniu, ponieważ nigdy nie wiadomo co może się wydarzyć. A wydarzyć może się wszystko, nawet niebezpieczna choroba wysokościowa wśród jednego z uczestników wyprawy…

IMGP2571_stitch (Kopiowanie) (Kopiowanie) (Kopiowanie)

Przygoda z aklimatyzacją

Każdy, kto na co dzień spędza aktywnie czas, nie powinien mieć trudności z wejściem w takie wysokie góry. Kluczem na takich wysokościach jest dobra aklimatyzacja, z którą różnie bywa. Organizm potrzebuje czasu, aby przyzwyczaić się do nowych warunków, w których się znajdujemy. – Wysokość należy zdobywać powoli i liczyć na to, że będziemy czuć się dobrze. W naszym przypadku nie do końca tak było – komentuje Ola. Jeden z uczestników w trakcie eskapady nagle zaczął się źle czuć. Od przyjazdu minęło już dobrych kilka dni i nic nie wskazywało na to, że to mogą być objawy choroby wysokościowej. A jednak. W tej samej wiosce znajdowali się akurat brytyjscy wolontariusze medyczni. Za pomocą specjalnej aparatury zmierzyli poziom saturacji tlenowej podróżnika, która okazała się być  zatrważająco niska. Ze względu na zagrożenie życia zarządzono natychmiastową ewakuację z tej wysokości. – Powinniśmy zejść przynajmniej 1000 m w dół, jednak miejsce, w którym byliśmy nam to uniemożliwiało. Mogłoby nam to zająć nawet 3-4 dni, a nie mieliśmy tyle czasu. W tym wypadku trzeba było reagować natychmiast i jedyną opcją było zorganizowanie helikoptera. Dobre warunki atmosferyczne umożliwiły przetransportowanie członka wyprawy Oli do szpitala w Katmandu. Tym razem wszystko skończyło się dobrze, jednak nie każdy ma tyle szczęścia…

IMGP3630 (Kopiowanie) (Kopiowanie) (Kopiowanie)

 

O nepalskich przysmakach, znajomym na trasie i życiu w Nepalu dowiecie się w kolejnej części tekstu!

Dodaj komentarz