Przeprawy przez rzekę i kąpiele w błocie to dla niego stały punkt programu. Jest uparty i zawzięty. Zawsze wybiera wymagające trasy i czerpie satysfakcję z ukończenia trudnego wyścigu – Marcin Buro, nasz Senior PHP Developer, każdą wolną chwilę spędza jeżdżąc na swoim motocyklu terenowym. Enduro jest jego pasją od dziecka.

Odważna wyprawa na drugi koniec świata

W życiu warto robić to, co się kocha najbardziej. Nawet jeżeli wymaga to wielu poświęceń i wiąże się z licznymi kontuzjami, które w sportach motorowych zdarzają się dosyć często. W swojej karierze Marcin miał już bardzo poważnie złamany piszczel i kość strzałkową, zerwane więzadło krzyżowe w kolanie i złamaną rękę. Jednak najbardziej bolały chyba pęknięte żebra. – Nie zawsze jest czas na pełną regenerację, bo najważniejsze jest, aby po prostu jeździć! – mówi motocyklista. Mimo wszystko urazy nie są przeszkodą do realizowania innych marzeń. Na przykład nasz programista zdecydował się, aby polecieć na Filipiny ze złamaną nogą. W końcu szkoda, aby wcześniej kupiony bilet tak po prostu przepadł! To na pewno był dosyć nietypowy widok w tamtych stronach. W końcu niecodziennie na ulicy można zobaczyć jadącego na skuterze białego człowieka z plecakiem, który pomiędzy kolanami trzyma kule ortopedyczne. Przez cały wyjazd Marcin nie mógł stawać na operowanej nodze, a mimo to udało mu się nie tylko zwiedzić archipelag, ale także zrobić aktualizację certyfikatu nurkowego!

IMG-20170424-WA0000

 

Strach ma wielkie oczy?

PHP Developer swoją przygodę z motoryzacją zaczął dzięki swoim braciom, którzy namówili rodziców, by kupili mu motorynkę z okazji Pierwszej Komunii Świętej. Wtedy jeszcze nikt nie zdawał sobie sprawy, że to będą narodziny wielkiej pasji. Od samego początku najbardziej podobały mu się motocykle offroadowe, w szczególności enduro i motocross’y. Od tej pory miał już kilkanaście maszyn i prawdopodobnie każda kolejna nie będzie ostatnia. Swój aktualny motocykl, włoską Betę 300RR, odebrał w dzień Wigilii – czy mógłby dostać lepszy prezent? Będąc dzieckiem zdarzyło mu się przez cały rok odmawiać sobie wszystkich przyjemności, aby tylko zaoszczędzić na wymarzony jednoślad. Mając 14 lat pojechał kupić swoją pierwszą poważną maszynę, która następnego dnia mu się spaliła. To był moment, w którym jego rodzice musieli pogodzić się z faktem, że dwukołowe pojazdy na stałe zagościły w życiu ich syna. Aktualnie w bardzo dobrze wyposażonym garażu naszego programisty stoją aż cztery motory, a adrenalina towarzyszy mu za zawsze, gdy wyjeżdża w trasę. Zdarza mu się przelatywać przez kierownicę i robić fikołki w powietrzu. – Za każdym razem, jak podchodzę do motocykla, to trzęsę się ze strachu. Moje odczucia zmieniają się kiedy tylko włączę silnik i koła zaczynają się obracać. Wtedy cały stres po prostu znika – tłumaczy motocyklista. Nigdy nie było takiego momentu, w którym Marcin chciał zrezygnować. Każdy wyjazd jest dla niego wyzwaniem, walką z maszyną, z wymagającym terenem i własnymi słabościami. Te wszystkie elementy pomagają mu pokonywać własne granice.

 

Walka z naturą

W zawodach hard enduro, w których Marcin bierze udział, bardzo duże znaczenie ma technika jazdy. Często trasa biegnie wzdłuż rzeki nawet przez 10 km, gdzie woda sięga do połowy uda. Wtedy trzeba poradzić sobie z tym, aby w ogóle przejechać taki odcinek, a nie tylko przejechać go szybko. Wyścigi często wygrywają ludzie, którzy niekoniecznie jeżdżą lepiej, ale Ci, którzy myślą. Pokonanie każdej przeszkody naprawdę wymaga zastanowienia się jak sobie z nią poradzić. Każdy, kto chce się ścigać powinien być wytrzymały psychicznie i wytrwały. Większość ludzi nie ma ochoty zazwyczaj taplać się w trzęsawisku i marznąć do granic wytrzymałości. W takich warunkach każdy może mieć już wszystkiego dość. – Trzeba być ekstremalnie upartym i się nie bać, przynajmniej jak się już siedzi na motocyklu! – śmieje się Marcin.

Trudne decyzje

– Czasami znajdowałem się w sytuacjach, podczas których naprawdę się bałem. Niejednokrotnie zjeżdżając z góry udało mi się zagotować hamulce do tego stopnia, że je po prostu straciłem. Widok wpadającej klamki hamulca za kierownicę nigdy nie wróży niczego dobrego. Wtedy zaczynasz rozpędzać się coraz bardziej, mijasz drzewa, a końca zjazdu nie widać… To są ekstremalne okoliczności, podczas których trzeba szybko myśleć i podjąć decyzję. Czy celowo wywrócić się i poobijać? Czy jadąc nawet 3 razy szybciej spróbować dojechać na sam dół? – tłumaczy motocyklista.

IMG_4292

W drugiej części  tekstu dowiecie się czy motocykliści rozrabiają na drogach, o braniu udziału w ryzykownych wyścigach i o tym, że trening czyni mistrza!

Komentarze:

Marcin
12 maja 2017 o 10:09

Wyjaśnię w możliwie prosty sposób. Zacznę od tego że w każdym środowisku są różni ludzie tak samo jest też wśród motocyklistów.. Odpowiadał więc będę za siebie nie za wszystkich. Jeździmy wyłącznie w miejscach trudno dostępnych dla pieszych i rowerzystów omijając przy tym szlaki tak żeby nikomu nie wchodzić w drogę i nie zakłócać spokoju (sam chodzę po górach i lubię ciszę). Co więcej mieszkańcy okolic w jakich jeździmy bardzo ciepło się do nas odnoszą. Gdyby w Polsce istniały miejsca wyznaczone do takiej jazdy z pewnością jeździlibyśmy właśnie tam.. niestety nie stać nas jednak na kupienie sobie prywatnych gór.. Nauczmy się wiec je dzielić w bezpieczny i zgodny sposób tak aby każdy mógł robić to co lubi. Kwestia hałasu.. Każdy wydech w naszych motocyklach jest homologowany więc emisja dźwięk jest na akceptowalnym poziomie. Spaliny.. 1 komin w wiejskim gospodarstwie generuje w ciągu doby więcej szkodliwych związków niż 10 motocykli przez miesiąc jazdy.. Co do rozjeżdżania lasu- zazwyczaj jeździmy w tych samych miejscach wiec obszar ścieżek jakie wyjeżdżamy jest ograniczony i nie powiększa się dodatkowo zazwyczaj wystarczy 2-3 tyg przerwa a wszystko zarasta zielenią.. Natura ma większe zdolności do regeneracji niż większość ludzi sądzi. Dziki ryjące las w poszukiwaniu pożywienia też powinniśmy karać mandatami? We wszystkim warto znaleźć zdrowy rozsądek.. nieprawdaż..?

Podziwiam i doceniam za miłość do przyrody i bushcrafting ale czy bieganie z nożem często wielkości maczety, wycinanie gałęzi i robienie pewnie setki innych rzeczy których nie umiem sobie nawet wyobrazić jest legalne? Ja nie chciałbym spotkać grupy “nożowników” na przechadzce z dziećmi po górach.. Widzisz więc że każdy medal ma 2 strony warto więc czasami spojrzeć na tę 2.

    Tomasz Król
    30 czerwca 2017 o 11:42

    Nie widziałem i nie słyszałem żeby osoby uprawiające bushcraft “biegały z nożem”, a już tym bardziej “wielkości maczety” 😉 Nie wiem nic także o wycinaniu gałęzi, ale czy każdy w lesie to dla Ciebie osoba uprawiająca buschcraft?
    Rozumiem także dlaczego nie możesz sobie wyobrazić robienia tej setki innych rzeczy skoro nie wiesz tak naprawę, co to chodzenie po górach. Jeśli chodzi o “nożowników”, to bardzo mnie to rozbawiło i dziękuję za dawkę humoru. Broniąc się uruchomiłeś ciekawe fantazje 🙂

Tomasz Król
11 maja 2017 o 14:54

Ja jestem pasjonatem chodzenia po górach, dzikiej przyrody i bushcraftu. W niemal każdą sobotę jestem w różnych miejscach Beskidów i nie tylko tam. Powyższa moto “pasja” kojarzy mi się niestety z rozpędzonymi motorami na pieszych szlakach, smrodem spalin i rykiem trudnym do wytrzymania. Miejsca przyrody, które odwiedzili zwolennicy “dwóch kółek” i kładów wyglądają jak przeorane pobojowiska. Czy to jest ta “walka z naturą”? Czy może inna, przemilczana strona tej pasji?
Jeśli zwolennicy powyższego “sportu” uprawiają swoje hobby w wyznaczonych do tego miejscach i zgodnie z obowiązującymi zasadami dotyczącymi emisji dB i spalin to muszę to zaakceptować choć nie muszę lubić. Lecz gdy bezceremonialnie narzucają swoje aspiracje degradując przyrodę i budzą lęk, to nie ma się czym chwalić.

Życzę Ci Marcinie wielu sukcesów bezpiecznych dla przyrody i długich spacerów po górach 🙂

Dodaj komentarz