Dookoła zimno, ale śniegu brak. „Jak tu przejechać, gdy na drogach próżno wypatrywać białego puchu?” – głowił się Mikołaj, ręce załamując nad losem biednych reniferków, które nijak nie mogły uciągnąć sań po pustej drodze. Spojrzał na ciężki wór pełen prezentów, słodycze i ciastka, i westchnął w zadumie nakręcając pasmo białej brody na palec.

Jego jedyny, czarny reniferek, zmartwiwszy się stanem Mikołaja, zwołał pozostałe na naradę. „Sanie nie przejadą po drogach!” – zawołał. „Musimy znaleźć inny sposób, by Mikołaj dotarł do dzieci z JCommerce. One już na niego czekają, a my nie mamy wiele czasu!

Masz rację, Czarny Reniferku. Ale co możemy zrobić? Nie będę znowu prowadził samochodu, wszystkie są niedostosowane do potrzeb reniferów za kierownicą.

Nagle jednego z nich olśniło: „Mam pomysł! Niech Mikołaj zaczai się w Chorzowskim Parku i wsiądzie do tramwaju, który będzie tędy przejeżdżał 3 grudnia – a my go wcześniej ustroimy i zaprosimy dzieci, które same przyjadą i zabiorą ze sobą naszego staruszka!”

Wierzcie mi albo nie, ale tak właśnie było. Mikołajkowy Tramwaj JCommerce to wszystko sprawka futrzastych reniferków!

Jak to wykombinowały?

Znalazły tramwaj, stary i wypełnionymi tysiącami wspomnień wehikuł pochodzący jeszcze z poprzedniego stulecia, datowany na rok 1953. Drewniana podłoga (po której aż strach paniom chodzić na obcasie!), szerokie siedzenia, wielka metalowa korba motorniczego – wszystko to sprawiło, że zarówno dzieci jak i ich rodzice mogli na chwilę przenieść się w czasie. Ustrojony złotymi bombkami, czerwonymi jabłuszkami i świątecznymi łańcuchami tramwaj posiadał atmosferę, jakiej próżno szukać gdziekolwiek indziej. By wszyscy wiedzieli, iż jest to tramwaj specjalnie dla JDzieciaków, reniferki zamontowały na jego dachu wielką, niebieską JKulkę, ubraną w mikołajową czapkę. Mimo tak oczywistego znaku zdarzali się jednak nieproszeni pasażerowie, którzy próbowali wejść do świątecznego tramwaju na poszczególnych przystankach!

Podczas jazdy Aniołek przygrywał dzieciakom na skrzypcach, reniferki starały się, by nikomu niczego nie zabrakło, a Pierrot i Colombina dbali, by z dziecięcych buziek nie schodził uśmiech. Szczególnym powodzeniem cieszyły się ciasteczka cynamonowe… Kiedy na przystanku Stadion Śląski wsiadł Mikołaj, nic nie było w stanie powstrzymać dzieci – wszystkie chciały być jak najbliżej niego, by chwilę z nim porozmawiać, dotknąć jego brody i wreszcie otworzyć przyniesione prezenty. Miał ich tak dużo, że ledwie zmieścił się z worem w wąskim wejściu do wagonu.

Jazdę po Katowicach umilało dwóch przedstawicieli Klubu Miłośników Transportu Miejskiego w Chorzowie Batorym, którzy zdradzali tajniki funkcjonowania zabytkowej maszyny oraz dzielili się ciekawostkami z branży. Uczestnicy przejażdżki dowiedzieli się, między innymi, że przystanek Brynów Zgrzebnioka w Katowicach jest najwyżej położonym przystankiem tramwajowym w Polsce (w jego pobliżu znajdowała się niegdyś zajezdnia tramwajowa!), a duże metalowe korby mogą być całkiem niebezpieczne, jeżeli stoi się zbyt blisko podczas ich przesuwania. Zmęczonych, ale niezwykle zadowolonych pasażerów na końcu podróży oczekiwał JFoodTruck, a w nim świąteczna herbata, gorący grzaniec, kurczak curry z ciecierzycą oraz przepyszne ciasta, z których prawdziwą furorę zrobiło czekoladowe z budyniem.

Ciekawe, co takiego wymyślą reniferki w następnym roku, jeżeli znowu nie będzie śniegu?!

Dodaj komentarz