Kategorie:

W położonej tuż obok lotniska Muchowiec restauracji „Odlot” zjawiłem się wraz z grupą udającą się tam prosto z biura, dobre pół godziny przed umówionym spotkaniem. Impreza odbywała się na świeżym powietrzu – ustawione w rzędzie stoliki osłaniała jedynie drewniana wiata, umożliwiając obserwowanie startujących awionetek i szybowców. Wolny czas wykorzystaliśmy na podłączenie telewizora i głośnika do firmowego laptopa, który posłużył później do odtworzenia filmu promującego firmę.

Kiedy na miejscu zaczęło zjawiać się więcej ludzi, właściciel przybytku odkręcił magiczny kurek z piwem, a kucharz wrzucił na ruszt pierwszą porcję mięs. Wśród obecnych zauważyłem nie tylko znanych mi pracowników biura, ale też tych, którzy na co dzień przebywają na outsourcingu. Firmowi weterani witali serdecznie dawno niewidzianych znajomych, a niedawno zatrudnieni pracownicy i stażyści mieli okazję poznać nowych kolegów. JCommerce zauważalnie rozrósł się przez ostatnie kilka miesięcy. Dobrze więc, że mogliśmy spotkać się w większym gronie wśród słodkiego zapachu pieczonych ziemniaków i chmielowego trunku.

Rozmowy swobodnie błądziły wokół tematów związanych z pracą i najnowszymi planami rozwoju firmy. Otwarcie nowego biura w Warszawie i nadchodząca wystawa Apps World w Londynie napełniały nadzieją na nowe, interesujące projekty w Javie i .NET oraz ciekawe zajęcia dla naszych specjalistów od PHP i Business Intelligence. Wspólny posiłek stanowił doskonałą okazję do dyskusji i dzielenia się własnymi przemyśleniami.

Po tym jak wszyscy nasycili już pierwszy głód, Kasia zaprezentowała z nieskrywaną dumą nowy film promocyjny JCommerce. Raz na zawsze okazało się, kogo kamera kocha, a komu dodała dziesięć kilo i trzy podbródki. Produkcja spotkała się z ciepłym przyjęciem. Po początkowej salwie śmiechów, Kinga – tego wieczora pani reżyser – odebrała burzę oklasków.

Po zachodzie słońca dźwięki samolotów umilkły, a rzadkie podmuchy wiatru parzyły zimnem. Humory jednak dopisywały, więc owinąłem się szczelnie szalikiem i zapiąłem kurtkę na ostatni guzik. Jak na wezwanie na stole pojawiły się wysokoprocentowe trunki, aby rozgrzać towarzystwo od środka. Kilka toastów wystarczyło, żeby rozsupłać języki – czerstwe kawały zaczęły latać niebezpiecznie nisko, a prezes dyplomatycznie nie skomentował pomysłu urządzenia firmowej wycieczki do Włoch, kiedy już dział HR zrekrutuje pełen samolot ludzi (dla porządku dodam, że WizzAirowy Airbus A320 ma 180 miejsc).

Część obecnych dała drapaka przedwcześnie, przypomniawszy sobie nagle, że mają żony i dzieci. Mimo braku potomstwa również nie zostałem do samego końca, skuszony ofertą darmowej podwózki. Kiedy wracałem do domu na pustych ulicach hałasowała cisza, a ja nie mogłem doczekać się poniedziałkowych rozmów i obejrzenia zrobionych przez Sebastiana zdjęć. Piątkowe spotkanie był tym, co czyni pracę w JCommerce przyjemnościąmieszanką uśmiechu, serdeczności i dobrej zabawy. Mam nadzieję, że następne spotkanie integracyjne odbędzie się już wkrótce!


Dodaj komentarz