Stres. Zmęczenie. Brak snu.

Osoby, które nie śpią przez dłuższy czas, w sytuacji stresu reagują znacznie gwałtowniej niż ludzie wyspani. Studenci bywają jednak specyficzni… Jak się okazuje, ich organizmy potrafią przez dłuższy czas opierać się prawom biologii.

Stereotyp studenta jako nocnego marka nie wziął się znikąd. Młodzi z natury posiadają chronotyp “sowy” – nie dla nich poranne wstawanie, natomiast zarwanie połowy nocy wydaje się być całkiem w porządku. Uczący się programiści nie są wyjątkiem w tej sferze, na bardzo długo zachowują spokój, nawet mając znaczne niedobory snu. Wyczerpanie umysłowe sprawia, że niektórzy z nich owijają się w kolorowe koce i na chwilę oddają we władanie Morfeusza, bądź wręcz przeciwnie – “ładują baterie” aktywnie, z dużą namiętnością grając w piłkarzyki.

Nie wiedzielibyśmy tego wszystkiego, gdyby nie wnikliwa obserwacja nocnych poczynań naszych gości podczas „Night of the Living Devs 3”, 24-godzinnego maratonu programistycznego. Jego sprawcą w tym roku był Grzegorz Piotrowski, Microsoft Student Consultant, który z własnej i nieprzymuszonej woli “dostarczył” do siedziby JCommerce w Katowicach młodych developerów z Grup .NET z Łodzi, Wrocławia oraz Opola. Diagnostyczny wydawał się już sam fakt, że pełni energii studenci zdecydowali się poświęcić piątkowy wieczór, noc oraz lwią część soboty na siedzenie przed komputerem. Więcej – nie zamierzali w tym czasie grać w WoWa, lecz programować. Obawialiśmy się nieco o sukces przedsięwzięcia, więc na wszelki wypadek zadbaliśmy, by w krytycznej porze na sali obecny był psycholog.

Uczestnicy pojawili się punktualnie, a ci, którzy przyjechali z Łodzi, byli nawet przed czasem. Błyskawicznie poczuli się jak u siebie – na tyle swobodnie, że założyli domowe kapcie czy plażowe klapki. W oczekiwaniu na start rywalizacji przygotowywali się do nocnej pracy.

Nagle zapanowała cisza jak makiem zasiał! To Przemek Trzepla, Academic Program Manager, oficjalnie rozpoczął pełną emocji rozgrywkę. W jednej chwili młodzi programiści w pełnym skupieniu słuchali wyznaczonych im zadań, a następnie pomieszczenia na powrót wypełnił gwar i podniesione głosy – członkowie drużyn dyskutowali na temat możliwych rozwiązań, planowali, a następnie wdrażali wymyślone wcześniej projekty. Kilku pracowników JCommerce, wspomagających wówczas organizatorów, co jakiś czas przechadzało się po korytarzach, polując z aparatem na co bardziej śpiących studentów.

Poszczególne drużyny tworzyły kolejne aplikacje. Zespół “.NET Core” postawił na apkę zręcznościową – ich wirtualny ptaszek Scotty miał za zadanie omijać większe przeszkody, takie jak samoloty i balony. Po drodze zdobywał żetony – a im więcej żetonów, tym większa ilość punktów. Członkowie WEEIA skupili się na pracy – ich aplikacja miała pozwalać na szybkie poznanie ofert pracy w okolicy. “Żółci” studenci skupili się na emocjach w aplikacji; “Emotions booster” miał umożliwić określenie nastroju za pomocą dwóch osi: szczęście-smutek i relax-praca. Chodzą też plotki, że jedna drużyna (ale przyznać się nie chce!) stworzyła aplikację imitującą przeróżne dźwięki, a jednym z możliwych zastosowań byłaby zemsta na złośliwych sąsiadach. W zestawie znaleźć się miały młoty pneumatyczne, wiertarki, zwierzęta – czyli najpierw można obudzić panią Krysię z trzeciego piętra kogucim pianiem, a potem robić wygodny, wirtualny remont z pozycji własnego łóżka, równocześnie doprowadzając do utraty poczytalności pana Ryśka spod dziewiątki.

Cóż można powiedzieć po tak długiej i wyczerpującej nocy – wiele się działo. W większości przypadków studenci naprawdę zaciskali zęby i programowali, czując na sobie presję czasu i pozwalając sobie jedynie na króciutkie drzemki. Największe ożywienie wykazywali, gdy przychodziły posiłki – pizza, kanapki oraz burgery z zaprzyjaźnionego z JCommerce FoodTrucka. Obeszło się bez problemów, dlatego nasz psycholog mógł w spokoju udzielać emocjonalnego wsparcia naszym pracownikom, którzy – jak się okazało – bardziej go potrzebowali.

Każdy uczestnik na pewno sporo wyniósł z maratonu – i nie chodzi tutaj o puszki po energetykach czy kolejne butelki Coca-Coli. Była to okazja do sprawdzenia samego siebie, nauki pracy w zespole, pod presją czasu. Było miejsce na śmiech i zabawę, bo w końcu o to właśnie chodziło – by zachować dobry humor mimo zmęczenia, kodować, stworzyć coś fajnego. Nie było to łatwe, ale dało nam wszystkim meeeegaaa satysfakcję! Studenci – dziękujemy za te szalone 24 godziny:)

Dodaj komentarz