Były to moje pierwsze biegowe zawody w życiu. Przygotowywałem się do nich bardzo intensywnie, codziennie obiecując sobie, że „od jutra zaczynam biegać”, jednak „jutro” znowu było „jutro”, aż „jutro” stało się dniem zawodów. Można więc powiedzieć, że swoje postanowienie spełniłem – bo w końcu pobiegłem…

Przed biegiem nie odczuwałem stresu, a jedynie przemożne zmęczenie – dzień wcześniej grałem intensywny koncert, a poranny powrót do domu nie wróżył dobrze mojej formie biegowej. Postanowiłem więc oszczędzać przed biegiem siły i pominąć rozgrzewkę, a zgromadzoną energię akumulować w sobie poprzez wylegiwanie się na JCommercowym hamaku, wdychając opary pysznych hamburgerów z JFoodTrucka. Kiedy w końcu nadszedł mój czas (a biegłem jako piąty), ustawiłem w odtwarzaczu głośną, agresywną muzykę, od której słuchania mózg po kilku minutach sam wycieka przez uszy i pobiegłem.

Ku mojemu zdziwieniu wyprzedziłem kilkudziesięciu zawodników, klepiąc przyjacielsko po plecach napotkanych znajomych, ostatni odcinek przebiegając sprintem na miarę moich możliwości. Na metę dobiegłem z czasem 16:22, co wydaje mi się całkiem niezłym czasem jak na asportowego amatora… Teraz mam jednak cel: do przyszłego roku, kiedy też mam zamiar pobiec, chcę zejść poniżej 15, a może i 14 minut. Myślę, że jest to w moim zasięgu.

Pozdrawiam wszystkich biegaczy i do następnego!

Zachęcam także do dalszej lektury – więcej szczegółów z Katowice Business Run na blogu JCommerce. 

Katowice Business Run - Wojciech Trząski - JCommerce

Dodaj komentarz