Kategorie:

Słodkie i beztroskie wakacje to owszem czas odpoczynku, ale nie braku wyzwań. Gdy człowiek zrelaksuje się już od telefonów, spotkań, dylematów nad wyższością  .Net nad Javą, tudzież odwrotnie, przychodzi czas na poszukiwanie nowego zajęcia. Ja tym razem postanowiłem zostać wędkarzem/rybakiem. Po nieudanych próbach złowienia ryby bezpośrednio z plaży oraz wabienia ich z poziomu rowerka wodnego, przyszła pora na prawdziwe wyzwanie – połów miecznika. Skoro świt wybrałem się do Scilli – miejscowości tradycyjnego połowu tej niesamowitej ryby. W porcie rybackim przywitało mnie kilku rybaków, z którymi niestety nie udało mi się nawiązać dialogu, gdyż jedynym językiem jakim się posługiwali był dialekt kalabryjski. Cały dzień spędziłem więc na Morzu Tyrreńskim w milczeniu, wykonując polecenia wydawane poprzez gesty.

Może słów kilka na temat samej techniki połowu miecznika.

Kalabryjczycy wciąż wierni są tradycyjnej metodzie jego poławiania: ze specjalnych łodzi zwanych passarelle, celują w miecznika harpunem. Łódź wyposażona jest w 20 metrowy maszt, z którego namierzana jest ryba oraz 25 metrowy pomost, będący przedłużeniem dziobu, z pokładu którego następuje atak. Charakterystyczne wydłużenie konstrukcji łodzi służy temu, by hałas silnika jak najmniej płoszył potencjalną zdobycz. Nie jest to jednak proste i wciąż jeszcze odnotowuje się wiele wypadków – miecznik atakuje łodzie rybackie, przebijając ich kadłuby mieczem na wylot. Znana wśród rybaków jest niezwykła lojalność samców mieczników wobec ich partnerek. Gdy zostają one ugodzone harpunem, samiec pozostaje przy jej boku do końca, próbując jej pomóc, nie rezygnuje nawet gdy samica zostaje wciągnięta na pokład. Czasem próbuje przełamać mieczem grot broni, która raniła śmiertelnie samicę, lub uderza w ściany łodzi wiele razy przedziurawiając ją. Staje się tym samym łatwym celem…

…ale nie dla wszystkich. Ten dzień okazał się dla nas pechowy. Pomimo wielkiego zaangażowania całej załogi dwie próby polowania zakończyły się fiaskiem. Ominęły nas więc chwile sławy w porcie, gdzie czekał tłum turystów oraz lokalnych restauratorów, którzy podobnie jak my rozczarowani byli brakiem zdobyczy. Na szczęście druga załoga nadrobiła braki i na swym pokładzie przywiozła aż dwie ryby.

Podczas mojej przygody miałem okazję poznać zupełnie inny świat. Świat bez iPhonów, tabletów i wszystkich gadżetów, które na co dzień nas otaczają. Świat ludzi, którzy codziennie wypatrują wyskakującej z morza ryby. Proste życie jest piękne, ale cieszę się, że wróciłem już do naszych codziennych obowiązków i tematów związanych z .NET, Javą, Business Intelligence czy PHPem……

Dodaj komentarz