W weekend 26 i 27 listopada odbyła się druga już edycja wyjazdu integracyjno- szkoleniowego działów .NET i QA. Pod wodzą swojego Competence Managera Tomka, tym razem także w roli przewodnika, nieustraszona ekipa dwudziestu czterech JPeople dotarła do Brennej skąd (z małymi wyjątkami) wyruszyła na podbój Błatniej.

Po części sprawnościowej nie mogło zabraknąć ćwiczeń dla umysły, wszak słowo „szkoleniowy” nie bez powodu znalazło się w temacie wyjazdu. I tak oto po ciężkim dniu na świeżym powietrzu, przyszła pora na wprowadzenie do IoT, rozważania o Angular2 i  automatyzjacę testów aplikacji webowych. Swoimi wrażenia z wyjazdu podzieli się z Wami świadek naoczny i aktywny uczestnik tej ekspedycji  – nasza testerka Karolina.

Jako miłośniczka gór, nie brałam nawet pod uwagę, że mogę nie wziąć udziału w tym wyjeździe i chętnie skorzystałam z okazji do krótkiej wycieczki. Nauczona doświadczeniem, napakowałam swój turystyczny plecak po brzegi jedzeniem i wodą, jakbyśmy chodzić mieli co najmniej 2 dni. Nie okazało się to niezbędne, ale przynajmniej nikt nie mógł zarzucić mi nieprzygotowania do wyprawy.

Sama wędrówka była bardzo przyjemna, między innymi z racji tego, że zapowiadanych warunków zimowych nie było – wszelkie przeciwśniegowe ciuchy i akcesoria mogliśmy dzięki temu nosić ze sobą, zamiast na sobie. Poza tym wiedzieliśmy, ze w schronisku będzie okazja, żeby po tych wszystkich trudach trochę odsapnąć.

Tomek jako przewodnik wycieczki spisał się na medal: szedł lekkim spacerkiem, niewzruszony wysiłkiem, z prędkością sporo wyższą od przeciętnej w grupie, dzięki czemu reszta miała za kim gonić. Wchodząc pod górę nie rozmawialiśmy szczególnie dużo, co było oczywiście spowodowane pięknymi okolicznościami przyrody, bo nikt przecież zadyszki nie miał.

Szkoda, że do samego końca trasy dotarło tyko kilkoro z nas – widać reszta nie mogła się już doczekać obiadu w hotelu. 

Po krótkim odpoczynku w pokojach i posilającym obiedzie, wzięliśmy udział w szkoleniach organizowanych przez naszych kolegów i koleżankę. W mojej opinii były one korzystne dla wszystkich – słuchacze mieli okazję poszerzyć nieco swoją wiedzę, a prezentujący – podzielić się z resztą tym, co uważają za istotne w danym temacie. Widać było, że to o czym mówili naprawdę ich interesuje – tym lepiej się tych prezentacji słuchało. Nie obyło się bez dyskusji, co ewentualnych przysypiających w ciemnych kątach sali mogło nieco pobudzić.

Niestety nie starczyło nam czasu na popływanie w hotelowych basenach. Można jednak stwierdzić, ze dzienna dawka ruchu została dzięki „spacerowi” po górach zapewniona, nikt więc szczególnie nie płakał z tego powodu. Przynajmniej nie na głos.

Po szkoleniach w końcu mogliśmy się integrować! Było dużo gadania (szkoda, ze w biurze nie ma na to tyle czasu), muzyki, wywijania w jej rytmie (albo prawie w nim) i radości z dobrego jedzenia. Nie spaliśmy dużo, ale po co spać, gdy czasu tak mało? 🙂

Ot, moja impresja z wyjazdu. Luźny klimat, świetni ludzie, brak niepotrzebnych udziwnień – nie mogło się nie udać.

 

 

Zdjęcia: Karolina Nabrdalik

Dodaj komentarz