Kategorie:

Już w dzień przed maratonem, kiedy kładłem się spać, z powodu stresu nie mogłem zasnąć tak szybko jak zazwyczaj. Następnego ranka budzik – jak zwykle – zdawał się dzwonić jakby za szybko i za wcześnie.

Pamiętam, że pomyślałem tylko: cóż za nieludzka pora na tak wczesne wstawanie w niedziele! 😉 Ale trzeba było „po bożemu” coś zjeść odpowiednio wcześnie przed biegiem, więc wstałem. Stres trzymał mnie aż do momentu, kiedy cały nasz żółtokoszulkowy JTeam był już w komplecie i rozpoczęliśmy nie tylko wspólną rozgrzewkę, ale także dzieliliśmy się swoimi emocjami. Coraz więcej biegaczy schodziło się zarówno na zewnątrz, jak i w środku centrum handlowego, bardziej kojarzącego się wówczas z centrum sportowym:) Kilka pierwszych fotek, słowa otuchy i trzeba było ustawiać się w strefie startowej. Przestałem odczuwać, że na zewnątrz jest tylko 7 stopni. „Twój bieg. Twoje zwycięstwo.” – taki napis na czyjeś koszulce rzucił mi się w oczy.

No dobra – zobaczmy, na co mnie stać. Czy uda mi się zejść poniżej 2h?

Ostatni mój wynik to 2h 07 min. Punktualnie o 10:15 ruszyliśmy. Już wtedy stwierdziłem, że wolę biec swoim tempem, więc dosłownie przedarłem się do przodu poprzez ten ocean zawodników. Tuż za Spodkiem dostrzegłem pierwsze promienie słońca, wyłaniające się zza mgły. Jak dobrze, że nie ubrałem na siebie nic cieplejszego! Pierwsze 4 km pobiegłem z czasem dobrym, nawet jak na wcześniejszy Katowice Business Run – niemalże przeraziło mnie to szybkie tempo, kontynuowałem mimo obaw, że na dalszej trasie nie dam rady.

Z każdym kilometrem widziałem coraz mniej biegnących osób. Nie wiem nawet, kiedy dobiegłem do Siemianowic. Po drodze mijałem dopingujące nas grupki ludzi. Na ich zawołania dziękowałem z uśmiechem na twarzy i biegłem dalej. W pewnym momencie jakaś dziewczyna krzyknęła: „dalej dalej Mariusz!„. Skąd ona zna moje imię…? Zastanawiałem się, ale dopiero po kilkudziesięciu metrach przypomniałem sobie, że przecież jest ono napisane przy numerze startowym:D Bardzo miło było widzieć z tramwajów, okien kamienic, przystanków, chodników – kibiców klaszczących i dopingujących. To naprawdę pomagało. 10 km też przebiegłem w rekordowym dla siebie czasie – 41 min. Paradoksalnie – odczułem jeszcze większy strach. Przecież biegnąc tak szybko po prostu nie dam rady pokonać dystansu, który mierzy dokładnie tyle, ile już przebiegłem:) No ale koncetracja i biegnę dalej.

Ścinałem każdy zakręt i biegłem możliwie najkrótszymi odcinkami. W ten sposób na dłuższej trasie można zyskać kilkadziesiąt metrów. Wszystkie strefy z napojami przebiegłem bez zatrzymywania się, oczywiście część wypiłem, część rozlałem na siebie, ale wtedy nie było to dla mnie istotne. Ciekawe było też takie „bezkarne” wyrzucanie kubków po napojach na ulicy. Najlepiej czułem się, biegnąc szerokimi trzypasmówkami – cała droga moja, byłem niby król tej szosy! I ci wszyscy ludzie którzy patrzą na mnie. Biją brawa, wow! :) 19 km – podbieg pod górkę w okolicy nowego Muzeum Śląskiego. No, no – ktoś miał tutaj fantazję. Takie wysiłek na sam koniec. Co więcej, poczułem wówczas, jak but niemiłosiernie obciera moją stopę w jednym miejscu. Słońce piekło jak na Saharze, a ja nie wiedziałem co jest gorsze – czy ból, czy ten okropny upał.

Nagle patrzę – a tu z wolna zaczyna mnie wyprzedzać jakiś starszy pan! O nie! Na to nie mogę pozwolić! Dam radę! Jeszcze trochę…

Znowu widzę Spodek. Dobra – jeszcze tylko go obiec dookoła. Matko – ale on wielki… jeszcze trochę – do zakrętu – a później ostatnia prosta. Jest 20 km. Moja frotka już cała mokra i nie chłonie więcej, ale udaje mi się dostrzec znak „S” Silesii. Ostatnia prosta – o jakaż ona długa! Oglądam się do tylu – nie widzę żółtych koszulek, wygląda na to, że z naszych jestem pierwszy. Dajesz Mariusz, dajeeeeesz – pokaż im, że w twoich rękach (nogach!) znajduje się siła JCommerce! Jesteś pierwszy. Wykręć ten czas dla JC! Dobra. No i …. ooo, a to co – myślałem, że już wprost pod metę, a tu jeszcze kawałek pod górkę i z powrotem. No dobra, może starczy mi sił na sprint na ostatnich metrach.

I ostatnia prosta – tłumy ludzi – z prawej, z lewej. I próbuję dostrzec kogoś, ale w sumie nic już nie widzę. Dobra, biegnij, sprint! Ostatnie metry. Jakież to wspaniałe uczucie, gdy tyle ludzi patrzy na ciebie, jak dajesz z siebie wszystko. Energetyki są przereklamowane – to właśnie z tego płynie prawdziwa energia. Wspaniałe uczucie i nagle zegar, linia, meta, ręka w górę, uśmiech, tak…. zrobiłem to. Mój bieg. Moje zwycięstwo! Od teraz będę wspominał ten bieg jako przykład, że mogę wiele, naprawdę wiele i ciągle więcej! Za rok na pewno wystartuję! :)

Dziękuję wszystkim JWspółbiegaczom i do zbiegania za rok!
Mariusz Kordiaka,
Czas: 1g 41min 14s. Miejsce w klasyfikacji OPEN: 97. Miejsce w kategorii wiekowej M20: 27

Mariusz JCommerce Silesia Marathon

Dodaj komentarz